Nasze wspólne wyprawy

Kratie- Mekong z delfinami

W mętnych wodach rzek południowej Azji żyje tajemniczy ssak. Dawniej pomagał rybakom w połowach, a dziś to on decyduje o prospericie pewnego kambodżańskiego miasteczka

Oreczka krótkogłowa (Orcaella brevirostris) jest niewielkim delfinem oceanicznym, który mimo taksonomicznej przynależności do ssaków bytujących w wodzie słonej, gustuje także w wodzie słodkiej lub słonawej. Z tego względu zaliczana jest do gatunków euryhalicznych, czyli takich, które znoszą różny stopień zasolenia środowiska zewnętrznego. Oreczka mierzy zaledwie 2 metry długości oraz posiada krótką, tępo zakończoną okrągłą głowę z szerokim otworem gębowym. Ssak co prawda nie posiada rozwiniętej mimiki, jednak dla osób, którym udało się go zobaczyć wygląda jakby był ciągle uśmiechnięty. Mimo zakwalifikowania oreczki do delfinów oceanicznych, charakteryzuje ją- tak jak typowe delfiny rzeczne- słabo wykształcona płetwa grzbietową. Płetwa ta służy ssakom jako ster oraz stabilizator, a przydaje się głównie na pełnym morzu. U oreczek, które upodobałby sobie zalewowe lasy namorzynowe, jeziora, zatoki i rzeki, płetwa ta nie spełniałaby swojej funkcji z uwagi na często dość trudny teren do manewrowania. Delfiny posiadają w zamian szeroko rozstawione kończyny przednie, które tak jak u wszystkich waleni przybrały formę płetw.

 Pomocnik rybaków

Oreczka żyje w niewielkich grupach rodzinnych w strefie przybrzeżnej Azji południowo-wschodniej, w deltach rzek, jeziorach i samych rzekach, w których spotykana jest nawet 1000 km od ujścia. Można ją jeszcze spotkać w birmańskiej rzece Irawadi, gdzie określana jest przez miejscową ludność mianem „rzecznego ducha”. Uważa się, że delfiny są formą reinkarnacji mieszkańców wiosek zlokalizowanych na brzegach Irawadi i w żadnym wypadku nie wolno ich zabijać. Również od nazwy tej rzeki oreczka zawdzięcza swoją angielską nazwę, która w tłumaczeniu brzmi „delfin Irawadi”. Dawniej, gdy oreczek było więcej, birmańscy rybacy korzystali czasami z ich zdolności w łowieniu ryb. Zauważyli, że delfiny są w stanie zagonić ławice prosto w rybackie sieci. Wypłoszone przez delfiny ryby lądowały prosto w rybackich sieciach. Te, które chciały się wycofać były zjadane przez płynące za nimi delfiny. Rybacy w podzięce, po ukończonym połowie składali swego rodzaju ofiarę z ryb wrzucając część z nich ponownie do wody. Delfiny, które utożsamiono z dobrymi duchami przodków zjadały ryby, a ludzką łódź kojarzyły z możliwością otrzymania pożywienia. Niestety dzisiejsza subpopulacja z Irawadi liczy mniej więcej 50 osobników, a spotkanie żywej oreczki należy tu do rzadkości. Pozostałe subpopulacje oreczek zamieszkują: zarośnięte lasem mangrowym wybrzeże Bangladeszu (ponad 5000 sztuk) borneańską rzekę Mahakam, filipińską cieśninę Malampaya, jezioro Sobgkhla w Tajlandii oraz Chilika w Indiach, a także indochińską cześć rzeki Mekong. Oreczki są co prawda liczniejsze niż typowo słodkowodne gatunki delfinów, jednak ich byt również jest zagrożony. Zazwyczaj giną poprzez utonięcie w wyniku zaplątania się w sieci skrzelowe oraz z powodu nielegalnych sposobów łowienia ryb (rażenie prądem, materiały wybuchowe), zanieczyszczeń środowiska wodnego i hałasu. W zależności od subpopulacji oreczki zalicza się do zagrożonych lub krytycznie zagrożonych wyginięciem.

Bangladesz i Mekong

            Najpewniejszym miejscem by zobaczyć te niesamowite ssaki na własne oczy jest wybrzeże Bangladeszu lub kambodżański odcinek rzeki Mekong. Mimo, że Mekong przepływa również przez Laos i Wietnam to spotkanie oreczek na terenach tych dwóch państw jest bardzo trudne. W środkowym biegu rzeki, w okolicy kambodżańskiego miasta Kratie (Krâchéh) wody zamieszkuje kilkadziesiąt osobników, a spotkanie się z nimi oko w oko nie należy do rzadkości. Rząd Kambodży widząc zainteresowanie ze strony turystów, wytyczył sferę ochronną dla oreczek. Zakazuje się tam używania sieci skrzelowych, ogranicza się komercyjny połów ryb oraz przepływ łodzi motorowych. Do dbania o bezpieczeństwo delfinów powołano kilkudziesięciu strażników rzecznych. Okazało się, że taki typ ochrony wystarczył, aby przynajmniej na chwile zatrzymać tendencję spadkową w liczebności oreczek. Można przypuszczać, że bardziej niż samą ochroną rząd i okoliczni mieszkańcy zainteresowani są profitami, jakie można uzyskać od turystów. Odwiedzając zatem Kratie, wykupując bilet wstępu na chroniony odcinek Mekongu, wypożyczając łódź, korzystając z miejscowych noclegów i gastronomii turyści przyczyniają się pośrednio do ochrony oreczek. Miejscowa ludność jest świadoma, że jeśli znikną delfiny, znikną też turyści, a wraz z nimi źródło łatwego dochodu. Niektórzy ekolodzy mają z goła inne zdanie. Uważają, że zbyt duża penetracja chronionego odcinka rzeki przez turystów może zaburzyć naturalne zachowania delfinów i przyczynić się do spadku ich liczebności. Niestety jest to prawda, jednak póki co, strumień pieniędzy płynący od turystów jest dla miejscowych czasami jedynym argumentem przemawiającym za tym, by chronić oreczki. Mieszkańcy Kratie są szczęśliwi zatem z posiadania w swoich granicach administracyjnych niemałej populacji tych sympatycznych ssaków, a turyście za ich oglądanie chętnie zostawiają pieniądze. Sytuacja wygląda zdecydowanie gorzej na górnym i dolnym odcinku rzeki, gdzie oreczki w zasadzie już wyginęły. Obszar występowania delfinów jest ograniczony z jeden strony ruchliwą deltą, którą Wietnam wykorzystuje jako gigantyczny obszar transporowo- rolny, a z drugiej strony chińskimi i laotańskimi elektrowniami wodnymi, które zrzucając nieregularnie hektolitry wody zaburzają tryb życia rzecznych ryb. Ponadto Laos nosi się z zamiarem wybudowania na Mekongu nowych elektrowni wodnych, które nie tyle ograniczą migracje delfinów, których na terenie tego państwa i tak zostało zaledwie kilka, ile przyspieszy to śmierć biotopu całej rzeki.  

Biznes się kręci

Dawniej delfiny pomagały rybakom w połowach ryb- dziś pomagają w utrzymywaniu rodzin. Oreczki są głównym magnesem przyciągającym turystów do Kratie. Wielu miejscowych zapytanych w jakim celu przyjeżdżają tu turyści odpowiada, że dla delfinów. Nic w tym zatem dziwnego, że lokalny biznes kręci się wokół tych sympatycznych ssaków. Widokówki, foldery, koszulki, breloczki i niewielkie drewniane rzeźby przedstawiają właśnie oreczki. Każdy hotel proponuje turystom wyjazdy pakietowe, w których żelaznym punktem jest wizyta nad odpowiednim brzegiem Mekongu. Co prawda Mekong można penetrować w wielu miejscach aby wypatrzeć oreczki, jednak najpewniejszym miejscem ich pobytu, jest właśnie to wyznaczone przez rząd znajdujące się 15 km na północ od Kratie obok wioski Kampi. Po 40 minut jazdy asfaltową, a potem szutrową drogą wita nas leciwa rzeźba przedstawiająca dość swobodne wyobrażenie oreczki krótkogłowej. Za nią znajduje się gigantycznych wielkości jak na warunki kambodżańskie parking. Kilka straganów oferuje pamiątki przedstawiające delfiny oraz produkty rękodzieła ludowego. Po wykupieniu biletu wstępu za 7 USD mamy możliwość skorzystania z łodzi motorowej z obsługą. W miejscu gdzie występują oreczki znajduje się niemały klif, dlatego zejście nad brzeg prowadzi kilkudziesięcioma schodami. Schodząc można zauważyć kilka plakatów opisujących przyczyny wymierania oreczek oraz prezentujących dobrej jakości zdjęcia delfinów jednocześnie informujących, ze miejscem tym opiekuje się WWF. Po wyruszeniu na Mekong, kapitan łodzi tylko na początku wyłącza silnik i dalej wiosłuje ręcznie lub podpiera się długą tyczką. Tłumaczy, że oreczki nie lubią warkotu silnika, a poza tym wirnik może je zranić. Już po paru minutach od wpłynięcia na środkową część rzeki można zauważyć znaczące zawirowania na wodzie, które świadczą o tym, że oreczki są gdzieś pod powierzchnią. Jest to tylko kwestią czasu, gdy zobaczymy wynurzająca się lub parskającą wodą oreczkę. Jak na ssaki przystało delfiny oddychają płucami, dlatego co jakiś czas musza wynurzyć się na powierzchnię by zaczerpnąć powietrza atmosferycznego. Kapitan łodzi, z uwagi na swój fach, orientuje się, gdzie i kiedy może wynurzyć się oreczka. W związku z tym, że ssaki są zwierzętami stadnymi istnieje tez duże prawdopodobieństwo, że w miejscu wynurzenia się jednego osobnika pojawią się także inne. Po 30 minutach aktywnego pływania łodzią wraca się do brzegu. Kapitanowie łodzi dobrze wiedzą, ze turysta szczęśliwy to ten, który zobaczył oreczki. Poza tym taki turysta chętnie wręczy im kilka dodatkowych dolarów. Z tego względu robią wszystko by pokazać turystom delfiny. Innym i dużo mniej popularnym miejscem, gdzie można obserwować oreczki jest oddalone o 40 km od Kratie Koh Pdao. Tu co prawda nie wykupuje się biletu wstępu, jednak trzeba wynająć rybaka z łodzią, co w konsekwencji wyniesie tyle samo. W drodze powrotnej do Kratie warto wdrapać się po schodach na szczyt udekorowanej dziesiątkami rzeźb mnichów i wcieleń buddy pagody Phnom Sambok oraz zajrzeć do pływającej wioski Kampi. Co prawda lata oryginalności ma już dawno za sobą i w jej granicach nie mieszka już ani jedna osoba, ale warto zajrzeć tu choć na chwilę by zobaczyć jak dawniej konstruowano przeprawy przez rzekę. Dziś cała osada przybrała formę centrum rekreacyjnego, które popularne jest tak samo wśród turystów jak i miejscowych. Na środku Mekongu znajduje się kilka drewnianych i bambusowych platform, na których postawiono kilkanaście budynków rekreacyjnych krytych strzechą. Z obydwu brzegów do tej rzecznej osady prowadzą dwa drewniane mosty, a opłata za jej zwiedzanie wynosi 1 USD. Wioska znajduje się w miejscu, gdzie Mekong jest dość płytki (1,30 m) i tworzy wiele wysepek, dlatego jest to popularne miejsce do kąpieli i biwakowania. Kilkanaście zamieszkanych domów znajduje się na brzegu, a osoby tam żyjące trudnią się obsługą turystów.

Nie tylko delfiny

Sama podróż do Kratie ze stolicy kraju Phnom Penh trwa ponad 5 h, dlatego turyści bawią tu zazwyczaj 2-3 dni. Oprócz tropienia oreczek mogą obejrzeć z bezpieczniej odległości nabrzeżne łachy piaskowe, na których lęgną się żółwie rzeczne oraz pobliską pływająca wioskę Koh Trong, która w odróżnieniu od Kampi jest żyjąca osadą zamieszkałą głownie przez rybaków i ich rodziny. Ciekawym zajęciem miejscowych dzieci jest pływanie po Mekongu w metalowych miskach. Ci mniej żądni wrażeń mogą wolny czas spędzić na zwiedzaniu postkolonialnej zabudowy Kratie, miejskich targowisk lub na przesiadywaniu w kilku lokalnych punktach gastronomicznych oferujących dania oryginalnej kuchni khmerskiej. Godnymi polecenia daniami są warzywno-mięsne zupy z makaronem, naleśniki na ostro, potrawy z wołowiny, tropikalnych grzybów oraz fish amok- czyli zapiekane z mlekiem kokosowym, cebulą, czosnkiem, trawą cytrynową i przyprawami filety ryb złowionych w Mekongu. Danie dość często serwowane jest w liściach bananowca.  Twardziele skosztować mogą smażonej szarańczy, karaluchów, gotowanych ślimaków, grillowanych jelit czy potraw w larwami owadów. Miłym zakończeniem dnia będzie spacer promenadą nad Mekongiem racząc się promieniami szybko zachodzącego słońca. Wraz z nastaniem zmroku nad rzeką otwierają się niewielkie punkty gastronomiczne oferujące napoje orzeźwiające, kawę, alkoholowe drinki, owoce, drobne przekąski oraz niewiadomego pochodzenia kiełbasę, której smak trochę przypomina odtłuszczoną polską podsuszaną.

dr Radosław Kożuszek

Teksty oraz wszystkie zdjęcia stanowią własność intelektualną i fizyczną. Chronione są ustawą o prawach autorskich i prawach pokrewnych. Jakiekolwiek kopiowanie, powielanie w całości lub części tylko za zgodą autora. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.