Nasze wspólne wyprawy

Harar

Etiopski Harar uważany jest za najpiękniejsze miasto w całej Afryce wschodniej, i jakby kompletnie nie pasujące do reszty kraju. Coś w tym jest, gdyż przeważającą część mieszkańców stanowią muzułmanie, którym bliżej jest do pobliskiej Somalii niż do stolicy w Addis Abebie. Mimo różnic językowych i wyznaniowych miasto przesycone jest kolorem i uśmiechem. Niepisaną zasadą jest, że ludzie miedzy sobą nie rozmawiają o religii, ani nie pytają nikogo o wyznanie. Muzułmanki poznać można jedynie po bardzo kolorowych strojach, a chrześcijanki po szatach szarych lub białych. Muzułmanie w Hararze nie są tak ortodoksyjni jak w innych krajach Afryki czy Bliskiego Wschodu. Kobiety mogą bez problemu chodzić z odkrytymi włosami czy ramionami. Nikt nikomu nie mówi jak ma żyć. Dzięki temu niesamowitemu niepisanemu systemowi miasto uznano za wzorowe w całej Afryce pod względem tolerancji. Harar ma jednak bardzo długą historię i nie zawsze była tak kolorowa jak szaty muzułmanek

Miasto pięknych niewolników

Harar położony był na ważnych traktach handlowych, łączących centrum Etiopii z somalijskimi portami i Półwyspem Arabskim. Tak jak tanzański Zanzibar specjalizował się w handlu czarnymi niewolnikami do pracy, a omański Muskat w handlu korzeniami, tak i Harar miał swoją specyfikę. Miasto było znanym centrum niewolnictwa. Ale bardzo specyficznego. Z głębi dzisiejszej Etiopii kupowano piękne brązowoskóre kobiety, młodych chłopców oraz kastratów, którzy mieli uszczęśliwiać dwory sułtanów i kalifów. Wyjątkowa uroda dziewczyn i chłopaków z Afryki wschodniej była tak egzotyczna, że w zasadzie każdy dwór pragnął mieć przynajmniej jedną osobę z terenów dzisiejszego Sudanu, Erytrei, Somalii czy Etiopii. Dzięki handlu niewolnikami, a także kadzidłem i kawą miasto wyrosło na ekonomiczną potęgę. Zaowocowało to dobrobytem mieszkańców i rozwojem instytucji kulturalnych. W Hararze powstało wiele meczetów, szkół koranicznych i bibliotek. Do dziś zachowało się ponad 80 czynnych meczetów. Nie są to jednak budynki wielkie z gigantycznymi minaretami, W większości meczety hararskie to niewielkie prywatne domy modlitwy nie wyróżniające się niczym nadzwyczajnym pośród zabudowy. Z tego względu Harar nazywany jest często miastem ukrytych meczetów. Trzy z meczetów Hararu szacowane są na X w, a samo miasto po Mekce, Medynie i Jerozolimie uważane jest za czwarte święte miasto islamu.

Kawa, mirra i kadzidło
Harar olśniewa i zaskakuje na każdym kroku. Tuż przy wejściu na teren starego miasta dominuje chrześcijański kościół obrządku etiopskiego, który ma się nijak do całości miasta. Świątynia była pobudowana przez władze centralne po zdobyciu Hararu przez wojska chrześcijańskie. Wcześniej stał tu meczet. Tuż za kościołem rozciąga się w zasadzie niczym nie skażone stare miasto. Po przejściu przez jedną ze starych bram, na której widnieją nazwy pisane alfabetem arabskim nagle znajdujemy się jakby w innym świecie. Stary Harar wygląda tak, jakby był żywcem wyjęty z XIX wieku. Ogromny bazar rozciągający się przy głównej bramie przenika wgłąb tkankę miasta. Kupić tu można w zasadzie wszytko. Przynajmniej tak może się wydawać. Sprzedawane są zielone i pomarańczowe pomidory, które uważane są za tutejszy specjał i w większości wysyłane są do Somalii. Kupić tu można surową i prażoną kawę oraz herbatę. Najróżniejsze zioła, owoce, warzywa oraz chińską tandetę śmierdzącą na odległość najgorszej jakości plastykiem. Na obrzeżach bazaru sprzedaje się kozy i owce. Kupić można takie chude kury, które powiązane za nogi czekają na swojego wybawiciela lub kata. Sprzedawane jest również drewno na opał i węgiel. Na bazarze znajdziemy także szczoteczki do zębów, którymi są kawałki miękkiego drewna. Po rozmoczeniu ich w ustach, końcówka rozwarstwia się na włókienka i dzięki temu można wyczyścić zęby. Można kupić niebieskie i białe mydło, które zrobione jest z granulowanego komponentu w dotyku podobnego do proszku do prania. Słabo się pieni i pachnie mocnym detergentem. Niektóre panie sprzedają także łupiny nasion kawy, które po zalaniu wrzątkiem nazywane są herbatą lub kawo-herbatą. Na bazarze dostępne są także przywożone z somalijskich pustyń kadzidło i mirra. Specyfik mieszany jest z piaskiem i kawałkami drewna po czym rozkładany jest na żarzących się drewnach lub węgielkach. Od czasu do czasu na bazarze wybuchają kłótnie i spory. Prowodyrkami i głównymi uczestniczkami zajść są kobiety, które ubrane w krzykliwe kolory wymachują rękoma i przechodzą nawet do rękoczynów. Problemy są pewnie jak wszędzie na świecie. Albo jedna drugiej zajęła miejsce, albo sprzedała produkt taniej niż obowiązujące zasady.

Brukowane uliczki wiją się nieregularnie okalając domy z wysokimi murami, meczety i pomalowane na zielono groby, które często umiejscowione są na środku chodnika. Schody i przejścia miedzy domami wyglądają jak dojścia do posesji. Są to jednak drogi publiczne, którymi może przejść każdy. W zaułkach ukryte są szkoły koraniczne, małe sale modlitwy, kościół katolicki, sklepy i palarnie kawy. Harar słynie z produkcji specyficznej biżuterii. Bardzo dużej i strojnej przywodzącej na myśl dzwoniące naszyjniki beduińskiej kobiety. Biżuteria nie jest tania, ale wiernie wzorowana na eksponatach jakie możemy zobaczyć w kilku muzeach w mieście. Jednym z nich jest muzeum miejskie umiejscowione w okazałym budynku dawnego władcy Hararu. Innym muzeum godnym odwiedzenia jest dom Artura Rimbaud, który spędził tu rok, handlując bronią w służbie Cesarza Menelika. Dom, w którym autor „Statku pijanego” mieszkał ze swą etiopską konkubiną wygląda jak żywcem wyjęty ze szwajcarskich Alp.

Nocne karmienie hien
Gdy nad Hararem zapada zmrok, tuż przy jednej z bram gromadzi się sporo turystów. Miejscowi jednak unikają tego miejsca pospiesznie przepędzając jeden drugiego. Wraz z nastaniem nocy na niewielki wydeptany plac przychodzą dzikie hieny. Te wielkie i niebezpieczne zwierzęta oczekują co nocy odpadków w targu mięsnego znajdującego się w centrum miasta. Już paręset lat temu kupcy z Hararu wraz z końcem dnia zbierali odpadki oraz gorsze wyręby i wyrzucali je poza bramy miasta- ciągle w tym samym miejscu. W związku z tym, że targ kończył się pod wieczór to resztki mogły być tylko zjedzone przez zwierzęta przejawiające swoją aktywność wieczorem i nocą. Idealnie w tą niszę wpasowały się hieny zamieszkujące pobliskie sawanny i jaskinie. Każdej nocy hieny przychodziły pod bramy miasta licząc na smakowite resztki.

Z czasem ludzie zamieszkujący Harar zauważyli, ze dokarmiane hieny nie interesują się polowaniem na ludzi i na zwierzęta domowe. Wówczas mieszkańcy Hararu poczuli, ze hieny należą teraz do nich i zamiast je odstraszać będą je teraz regularnie dokarmiać. Wyznaczono zatem rodzinę, która każdego wieczora będzie zbierała wszystkie odpadki mięsne i zanosiła je pod wyznaczoną bramę. Jak z zegarkiem w reku, o godzinie 19 hieny przychodziły i przychodzą pod bramę licząc na smakołyki. Oczywiście i my zjawiliśmy się po godzinie 18 pod znana wszystkim bramą. Z nastaniem zmroku pojedynczo pojawiały się garbate postaci hien. Popiskiwały i przeganiały jedna druga. Miejscowi, którzy wracali do domów nie robili sobie nic z obecności hien, lekko je odganiając gdy stanęły im na drodze. Dwa zaparkowane samochody zapaliły światła w kierunku padlinożerców. Dzięki temu można było cokolwiek zobaczyć, gdyż na placyku koło bramy paliła się tylko jedna niewielka lampa. Na środku placu pojawił się mężczyzna z koszem pełnym odpadków mięsnych. Początkowo karmił zwierzęta rzucając im kawałki mięsa, potem nadstawiał im kosz, przy okazji głaskając niektóre z hien. Głaskanie chyba nie za bardzo nie podobało się zwierzętom, gdyż przy dotknięciu zaraz wycofywały się. Potem mężczyzna położył się na ziemi i podawał hienom karmę kładąc ją sobie na ubraniu. Szczytem dziwactwa było podawanie hienom karmy ustami. Ale nie bezpośrednio! Mężczyzna nadziewał kawałek mięsa na kilkucentymetrową wykałaczkę po czym wkładał ją sobie do ust. Wydaje się, że przez kilkaset lat nigdy nic złego nie wydarzyło się podczas owego spektaklu. Gdyby hiena cokolwiek zrobiła złego człowiekowi myślę, że następnej nocy bliskiego spoufalania po prostu by już nie było.
Ośmielony zachowaniem mężczyzny postanowiłem podejść bliżej wraz z chłopcem- przewodnikiem. Chłopak przekonywał, ze hieny są bardzo bezpieczne i najedzone i nigdy nikomu nic złego nie zrobiły. Powiedział, ze mężczyzna poda mi mięso na bardzo długim patyku i w jego bliskości będę mógł nakarmić hienę. Tak tez się stało. Hiena chwyciła kawałek mięsa delikatnie zbierając go z patyka. Uczucie było niesamowite. Trzymając patyk czułem jakby zwierzę najdelikatniej jak może ściągało kawałek mięsa z patyka. Wyglądało to tak jakby hiena myślała, ze patyk jest częścią mojego ciała i nie można go nawet lekko zarysować zębami.

Zamiast papierosów- czat
Harar i okoliczne góry są największym na świecie producentem i eksporterem czatu. Roślina nie jest znana na świecie z uwagi na swoją delikatnośc oraz specyfikę klimatu w jakim rośnie. Codziennie czat wysyłany jest załadowanymi ciężarówkami do Dżibuti i Somalilandu (de facto niepodległej części Somalii). Działanie czatu jest tym silniejsze im roślina jest młodsza i świeższa, dlatego czatowe ciężarówki łamią wszystkie przepisy ograniczenia prędkości, aby ze świeżym towarem dnia następnego znaleźć się na bazarach w Somalii. Nie ma sensu zjadać liści czatu, które zrywane były kilka dni temu- tracą swoje cenne właściwości. Czat w Etiopii jedzą wszyscy- mężczyźni, kobiety a nawet dzieci. Delikatne, małe listki sprzedawane są w torebkach foliowych na każdym bazarze, na dworcach autobusowych oraz przy głównych drogach. Z kolei całe gałązki czatu powiązane w pakiety można kupić na tzw, rynkach hurtowych. Na Europejczyków czat nie działa, dlatego możemy zajadać się nim bez żadnych skutków ubocznych. Jedyną niepożądaną reakcja może być lepsze pobudzenie układu pokarmowego z uwagi na sporą zawartość błonnika.

Dojazd i nocleg

Z Polski do Etiopii nie ma lotów bezpośrednich. Można jednak w cenie około 2000 zł zakupić bilet lotniczy z wylotem z Warszawy i z przesiadką w jednym z europejskich lub bliskowschodnich portów lotniczych. Wiza etiopska wydawana jest na lotnisku w stolicy kraju Addis Abebie i kosztuje 50 USD. Do Hararu bez problemu dostaniemy się autobusami linowymi z Addis Abeby. Jest to jedyna trasa w Etiopii, gdzie długość drogi trwa mniej więcej tyle ile powinna. Pod warunkiem, że po drodze nie zepsuje się autobus. Nam się zepsuł. Ale nie jest to jakimś dziwnym zjawiskiem. Komunikacja publiczna psuje się często. Godzinny postój zaowocował serią ciekawych zdjęć termitów i życia ulicy. Bez pospiechu mogliśmy sycić oczy chwilą i chłonąć Etiopię pełną piersią. Oprócz przewozów państwowych (40 zł) w Etiopii mamy do wyboru zielone luksusowe autobusy „Selam” kosztujące około 70 zł. O aktualne miejsca odjazdów autobusów z Addis Abeby do Hararu najlepiej dowiedzieć się w hotelu. Dworzec autobusowy w Hararze znajduje się w centrum miasta.

Po wyjściu z autobusu momentalnie pojawi się obok nas grupa osób, którzy będą chcieli pokazać nam miasto i zaprowadzić na spektakl karmienia dzikich hien. Cena za całodniową usługę przewodniczą kosztuje zaledwie 30 zł. Harar nie jest ani ogromnym miastem ani zbytnio zawiłym, dlatego możemy je zwiedzić bez przewodnika. Jedynym problemem może być tylko odnalezienie wieczornego miejsca karmienia hien. My jednak zdecydowaliśmy się na przewodnika, którym okazał się całkiem miłym chłopakiem. Dobrze znał miasto, ale miał problem z przekazaniem pewnych rzeczy i niestety historia miasta nie była jego mocna stroną. Zabrał nas na okalające miasto wzgórza, pokazał tartak, targ, nocne karmienie hien, cmentarz i niektóre meczety. Najprzyjemniejszą jednak dla nas rzeczą była zaaranżowana przez niego wizyta w palarni kawy.

Hoteli w Hararze nie ma wiele, ale w zasadzie w każdym zajdzie się wolne miejsce. Godnym polecenia jest hotel Harar znajdujący się blisko dworca autobusowego, którego domki noclegowe położone są w drugiej linii zabudowy od głównej drogi. Utopiony w zieleni stanowi swoistą cichą oazę w ruchliwym mieście. Liczne kwitnące rośliny, w tym hibiskusy, zwabiają sporo motyli oraz ptaków, które dodają hotelowi idylliczności. Pokoje są czyste, duże ze sporymi łazienkami. Podczas meldowania się informowano nas, że hotel jest rzekomo ogrodzony, jednak po zapadnięciu zmroku widzieliśmy kilka kręcących się nieproszonych stworzeń zaledwie kilka metrów od naszego domku. Były to półoswojone hieny, które wraz z zapadnięciem zmroku przeczesują miasto w poszukiwaniu kości i odpadków mięsnych.

dr Radosław Kożuszek

Teksty oraz wszystkie zdjęcia stanowią własność intelektualną i fizyczną. Chronione są ustawą o prawach autorskich i prawach pokrewnych. Jakiekolwiek kopiowanie, powielanie w całości lub części tylko za zgodą autora. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.