Nasze wspólne wyprawy

Grasse

Grasse jest małym, prowansalskim miasteczkiem, które architektonicznie niczym szczególnym się nie wyróżnia. Ma jednak inną wartość. Uważane jest na światową stolicę perfum.

Jeśli nawet nie każdy się z tym zgadza, to na pewno można je okrzyknąć największą na świecie fabryką zapachów- tych naturalnych. Grasse otoczone jest wzgórzami, na których południowych stokach już od średniowiecza uprawiano zioła. Zarówno te lecznicze, przyprawowe, nalewkowe, jak i zwykłe zapachowe.

Zioła z natury wymagają gleb dość suchych i przepuszczalnych. W przeciwnym wypadku będą co prawda urodziwe, ale zapach nie zwali nas z nóg- jego intensywność będzie zbyt mała. Z tego względu Prowansja jest wręcz idealnym regionem do produkcji ziół. Sztandarowym ziołem Prowansji jest oczywiście lawenda, która niczym godło narodowe pojawia się wszędzie, gdzie budzi się nacjonalizm regionalny.

Strefa staromiejska

Spacerując ciasnymi uliczkami Grasse możemy doświadczyc wrażenia, że od średniowiecza niewiele się tu zmieniło. W rzeczy samej wiele budynków, które stoją w bocznych ulicach lub w drugiej linii zabudowy pamięta XV wiek. Z kolei inne tylko z zewnątrz zmieniły wygląd, wewnątrz pozostając kamienno-ceglanymi.

Arabska noc pachnąca kawą

Z nastaniem wieczora Grasse pustoszeje. Większość kawiarni i perfumerii jest zamykana, a kwiaciarki z górnego rynku pakują rośliny na wózki. Wówczas Grasse ukazuje zupełnie inną twarz- jakże niespodziewaną. Okazuje się, że cześć staromiejska zamieszkiwana jest prawie i wyłącznie przez ludność arabskojęzyczną. Wszystkie placyku okupowane są przez mężczyzn w średnim wieku, którzy najwyraźniej w taki sposób spędzają wolny czas. W pewnym momencie, na głównym placu miasta, placu Ziołowym i przyległych uliczkach nie spotkaliśmy ani jednej osoby o typowo europejskich rysach twarzy. Mało tego! Nie było tam nawet jednej kobiety. Uśmiechnięci, czarnoocy mężczyźni bez pośpiechu popijali aramatyczną, gęstą jak smoła kawę z kardamonem, przygotowywaną w tygielkach. Zapach świeżo mielonej kawy idealnie komponował się z aromatami fajek wodnych.  Niespodziewanie i bardzo miło, ja na stolice perfum przystało, Grasse pożegnalo nas zapachem.

Do Grass z Nicei najtaniej i chyba najszybciej można dostać się miejskim autobusem w cenie 1 euro w jedna stronę. W sezonie jednak w całym regionie tworzą się gigantyczne korki i wycieczka możne znacznie się wydłużyć. Alternatywą może okazać się droższy (18,80 euro w dwie strony) ale dużo bardziej komfortowy i szybszy pociąg, z którego w cenie biletu, możemy wysiadać na dowolnej stacji (Cannes, Cagne sur Mer, Antibes) i dalej kontynuować podróż.

Zapachy Prowansji

Lawendę znajdziemy jako aplikację na ubraniach, jako magnesy na lodówkę, w szyldach sklepów, restauracji i kawiarni, jako detale zdobnicze w kościołach i pałacach, a nawet jako graffiti na dworcach kolejowych. Jadąc pociągiem do Grasse mijaliśmy kilka pól lawendowych, ale niestety okres w jakim byliśmy nie pozwolił nam na pełen zachwyt nad nasadzeniami. Po prostu kwiat i siew lawendy był już zebrany. Z tego względu najlepiej udać się do Prowansji latem lub wczesną jesienią. Mimo tego zachowało się kilka niewielkich pól, na których królował ten sztandarowy kwiat Prowansji.

Historyczna kraina zapachów

W związku z tym, że klimat i warunki glebowe poludniowej Francji nadają się do produkcji aromatycznych ziół, Grass, jako główne miasto regionu, wyrosło na światowa stolice zapachu. W ogóle moda na ładny zapach rozpoczęla się w XVI w, kiedy to Katarzyna Medycejska, wprowadziła modę na perfumowane rękawiczki. Od tego czasu wszystkie skórzane rzeczy zamiast cuchnąc skórą i substancjami garbarskimi miały pachnieć wonią kwiatów. Z tego względu miasteczko Grasse, które było ówczesnym ośrodkiem garbarskim zaczęło inwestować w zapach, którego w regionie było pod dostatkiem. Pod koniec XVIII w. zarabianie na zapachowych olejkach roślinnych, było dużo bardziej popularne niż na garbowaniu skór, dlatego wiele osób zaczęło specjalizować się tylko w produkcji i utrwalaniu zapachu. Od XVI w okoliczni rolnicy zwozili wozami do miasta wszystkie te rośliny,  z których można było separować woń.

Pachnące miasto

Do dziś w Grasse znaleźć możemy wiele ulic, których nazwy nieodłącznie kojarzą się z zapachem. W centrum starego miasta znajdziemy plac Ziołowy, gdzie w dawnych czasach wystawiano świeże i suszone zioła na sprzedaż. Placyków w Grass jest całe mnóstwo, a każdy z nich specjalizował się w handlu innymi produktami. Place aux Aires kiedyś był miejscem handlu i czyszczenia skór, dlatego zapach mu towarzyszący nie należał do najpiękniejszych w mieście . Dziś każdego ranka plac opanowany jest przez drobnych sprzedawców i producentów artykułów spożywczych.  Stragany pełne są aromatycznych serów, wędlin, miodów, konfitur, egzotycznych przypraw i kwiatów (żywych i suszonych).

Drożdżówka o zapachu kwiatu pomarańczy

Będąc na placu lub na głównej ulicy miasta Droite warto skosztować fougassette – drożdżowego ciasta, przypominającego spłaszczony chlebek, pachnącego kwiatem pomarańczy. Warto pokusić się o spróbowanie sou saussou, czyli grubych plastrów ogórka z masą czosnkowo-migdałową. Inny przysmak to fassum – wołowina owinięta w liście kapusty- coś na kształt polskich gołabków.

Zrozumieć zapach

W mieście znajduje się gigantyczne Międzynarodowe Muzeum Perfum, do którego wstęp jest jednak płatny. Obiekt jest zaprojektowany żeby w jak największym stopniu pobudzić nasz zmysł zapachu. Dla przykładu znajduje się w nim komora zapachowa, w której panuje całkowity mrok. Gdy do niej wejdziemy zdani jesteśmy tylko na swój dotyk i umiejętność rozpoznawania i kojarzenia woni.

Dotykając i wąchając eksponaty czasami dość trudno rozpoznać gałąź kadzidłowca, korę cynamonu, laskę wanilii czy liście laurowe. W innej sali zapach połączono z obrazem i dźwiękiem. Gościom serwuje się na dwóch dużych ekranach zdjęcia i muzykę, które nie są oczywiste. Z kolei zapach, który akurat panuje w pomieszczeniu jest bardzo ulotny. Po chwili na ekranach pojawia się duże zdjęcie przedstawiające zgadywany obraz połączony z zapachem. To proste doświadczenia uzmysławia nam jak działa mechanizm rozpoznawania zapachów w naszym mózgu. Z kolei  wśród eksponatów gablotowych znajdziemy flakony i przedmiotu do przechowywania mazideł zapachowych wykonane z alabastru, kości słoniowej, srebra, fajansu i szkła. Do najwspanialszych należy mahoniowa szkatułka z przyborami toaletowymi Marii Antoniny z 1791 r.

Prywatne muzea perfum

Jeśli chcemy zaoszczędzić kilka euro i nie chcemy odwiedzać płatnego muzeum warto wybrać się do jednego  z kilku prywatnych muzeów perfumeryjnych. Prezentowane są tam sposoby uzyskiwania i utrwalania zapachu. Na własne oczy zobaczyć możemy jak wyglądają zasuszone, a niegdyś używane gruczoły piżmowe zwierząt, urządzenia, które za pomocą destylacji ściągały zapach z roślin, maszyny mieszające zapachy oraz tablice służące do ściągania zapachu na gęste kremy. Tu również chyba najciekawszymi eksponatami są flakony w jakich kiedyś przechowywano perfumy. Mają bardzo wymyślne kształty i nierzadko kosztowały dużo więcej niż ich zawartość.

W muzeach znajdują się w gablotach także mazidła i pachnidła, które mimo ponad 200 lat ciągle pachną- tak zapewniała obsługa muzeów. Oczywiście w tego rodzaju placówce nie może zabraknąć miejsca dla dzieci, gdzie najmłodsi mogą rysować i zgadywać zapachy. Z kolei przy wyjściu z Muzeum Perfum firmy Fragonard wyłożone zostały ściągnięte do wazeliny proste zapachy, które fabrykantom służą do produkcji perfum. Bez ograniczeń i całkowicie za darmo możemy natłuścić nasze ciało zapachem czystej truskawki, kakao, róży, cynamonu czy jabłka. Oczywiście sensem tworzenia muzeów perfumeryjnych jest ukryty na końcu sklep firmowy, gdzie oferowane są zapachowe efekty wieloletniej produkcji. Za 22 euro możemy zakupić zestaw dziesięciu małych flakoników prawdziwych perfum. Kupując zapach miejmy na uwadze fakt, że produkt ten został wyprowadzony i jest sprzedawany przez kreatorów zapachów, a nie kreatorów mody. Oczywiście czołowi kreatorzy mody jedynie sygnują i sprzedają zapach stworzony przez fabrykę perfum, dzięki czemu produkt dostępny jest na całym świecie i nie jest niczym wyjątkowym. Perfumy zakupione bezpośrednio w fabryce mogą być zmieszane na zamówienie i wówczas są wyjątkowe. Nawet te zakupione z konkretną nazwą nie są rozpoznawalne na ulicy.

Bezcenne malowidła na wyciągniecie ręki

Grass oprócz zapachu ma jeszcze inne cenne rzeczy, którymi może się pochwalić. Wszystkie ukryte są w katedrze. Są to trzy obrazy pędzla Rubensa, które bezpłatnie można oglądać na prawej ścianie bocznej.  Są to: „Korona cierniowa”, „Św. Helena” i „Ukrzyżowanie”. Katedra jest masywnym i surowym budynkiem, której główną cześć postawiono w XII w. Wąska i tym samym bardzo wysoka nawa główna zamknięta ostrołukowym sklepieniem jest typowa dla stylu romańskiego w Prowansji.

Oprócz dzieł Rubensa w  barokowym wnętrzu kapicy świętego Sakramentu znajduje się obraz  „Umywanie nóg” Jeana-Honoré Fragonarda z 1754 r. Tym samym jest to jego jedyne dzieło religijne .Tuż obok katedry znajduje się średniowieczny ratusz, wielokrotnie przebudowany. Jednak kamienny rdzeń budowli został dobrze zachowany i stanowi go niewielka kaplica, która pierwotnie posiadała połączenie z katedrą. Wstęp do ratusza jest darmowy, a obok kaplicy znajduje się sala plenarna i hol, z wiszącymi pięcioma dziełami malarskimi mistrzów niemieckich.

Zapach raju zrodzony wśród smrodu

Będąc w strefie staromiejskiej warto zwrócić uwagę na plac, który kompletnie nie ma nic wspólnego z miłym zapachem- plac Rybny. Właśnie tutaj rozpoczyna się pierwszy wątek powieści „Pachnidło” Patricka Süskinda. Wśród smrodu rozkładających się rybich wnętrzności na świat przychodzi człowiek obdarzony przez naturę ponad przeciętnym węchem, który jest w stanie stworzyć najwspanialszy zapach świata. Dążenie do doskonałego zapachu jest dla niego jedynym celem w życiu. Chcąc uzyskać najwspanialszą woń ściąga zapach z kobiet po czym łączy go z innymi woniami. Niestety perfekcjonista niesie za sobą śmierć.

Gdziekolwiek się pojawia, giną ludzie, a sam, chcąc pozyskać najwspanialsze kobiece wonie ucieka się do morderstw. Efektem jego jakby nie nazwać „pracy” jest zapach, który zniewala. Działa mocniej niż najmocniejszy narkotyk, wprowadzając wąchających w ekstazę. Powieść kończy się śmiercią bohatera, który zaaplikowawszy owe perfumy na sobie dał się żywcem zjeść zwykłemu ludowi, spragnionemu piękna. Powieść Süskinda została w 2006 roku przeniesiona na ekran i uzyskała bardzo dobre recenzje.

Odnaleźć „Pachnidło” w Grasse

Właśnie takiego Grasse szukaliśmy. Błądziliśmy wąskimi uliczkami, zaglądaliśmy do okien i bram. Odwiedzaliśmy placyki i podwórka. Dzisiejsze Grasse oczywiście układem urbanistycznym i architekturą większości budynków przypomina to  z powieści. Jednak woń, która towarzyszyła bohaterom, dziś spotykana jest jedynie w perfumeriach, których w mieście jest więcej niż sklepów spożywczych. Przemysł perfumeryjny nakręca koniunkturę w mieście i regionie. Całe rodziny zatrudnione są przy produkcji wszystkiego, co pięknie pachnie- i nie mowa tu tylko o perfumach. W regionie zakupić można małe woreczki antymolowe z lawendą, które wiesza się w szafach, mydła marsylskie z aromatem lawendy, olejami i innymi ziołami, pachnące ubrania, kremy, mazidła, a nawet zwykłą aromatyzowaną wazelinę.

dr Radosław Kożuszek

Teksty oraz wszystkie zdjęcia stanowią własność intelektualną i fizyczną. Chronione są ustawą o prawach autorskich i prawach pokrewnych. Jakiekolwiek kopiowanie, powielanie w całości lub części tylko za zgodą autora. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.