Nasze wspólne wyprawy

Auasz- park narodowy

Do parku najlepiej dostać się wynajmując samochód w Addis Abebie (drożej) lub w miasteczku Auasz (taniej). Opcja nr 2 może być trochę ryzykowna z uwagi na fakt, ze w miasteczku Auasz nie ma dużej ilości samochodów, które mogłyby nas obwozić po parku. Co prawda tras w parku nie ma zbyt wiele i jesteśmy zwiedzić go w zasadzie w jeden dzień, ale jeśli zależy nam na zobaczeniu kilku gatunków zwierząt to powinniśmy udać się do niego przynajmniej o dwóch rożnych porach. Z tego tez względu powinniśmy dysponować autem z kierowca przynajmniej przez jeden cały dzień. My zdecydowaliśmy się wynająć samochód z kierowca w biurze turystycznym w hotelu Taitu w Addis Abebie. Niestety nie możemy polecić tego biura komukolwiek.

Właściciel jest wyjątkowym cwaniaczkiem, dla którego liczy się każdy grosz. Niesamowicie kłamie i sam gubi się w tym co mówi. Twierdzi, ze współpracuje z wieloma biurami podróży z Europy, które dostarczają mu turystów, a on pokazuje im Etiopię. Być może jest to prawda, gdyż za bardzo wygórowane ceny jest w stanie zrobić wszytko. Wynajął nam rozklekotanego jeepa z otyłym kierowcą dla którego liczyło się tylko jedzenie i nicnierobienie. Jego lenistwo i bezużyteczność było porażające. Wynajęliśmy początkowo auto na 2,5 dnia płacąc za całość (bez noclegu i wyżywienia) po 60 dolarów. Potem okazało się, ze za coś musimy dopłacić. Kilka godzin przed wyjazdem do naszej de facto prywatnej wycieczki dołączyła para Finów, od których właściciel biura pobrał stosowną opłatę, a nam zwrócił po 10 dolarów. Pierwszego dnia kierowca zawiózł nad do miasteczka Auasz, w którym byliśmy około 14 i stwierdził, ze to już koniec dnia. Wymogliśmy od niego popołudniową wycieczkę do parku narodowego. Nie był tym faktem usatysfakcjonowany, gdyż zapewne już setny raz przemierzał ta trasę. Niestety- takie życie! Następnego dnia oprócz porannego zwiedzania parku chcieliśmy pojechać do opisywanych w przewodniku gorących źródeł. Kierowca odmówił nam takiej trasy tłumacząc, ze jest to za daleko i powinniśmy dopłacić za ta wycieczkę. Mimo, ze gorące źródła znajdowały się na terenie parku narodowego. Niestety uwierzyliśmy mu i nie dojechaliśmy do tego miejsca. Spotkani potem już w Addis Abebie podróżnicy powiedzieli, ze wynajęli samochodu w miasteczku Auasz za pół naszej ceny- odwiedzili kanion, wodospady oraz gorące źródła, do których jedzie się niecała godzinę. Jak widać etiopskie agencje turystyczne nie są żadna gwarancją jakości.

Auaszowe pola traw

Wystarczyło tylko wyjechać z miasteczka by znaleźć się na asfaltowej co prawda drodze, ale otoczonej z obydwu stron ogromnymi trawiastymi przestrzeniami- to jest właśnie Auasz. Wspaniała wschodnioafrykańska sawanna ciągnąca się po horyzont. Na skraju drogi zauważyliśmy pasące się pojedynczo oryksy oraz przeczesujące pobocze stadka pawianów anubisow. Tuz przy bramie wjazdowej wymaga się od nas opłaty wjazdowej- osobnej za osoby i osobnej za samochód. Za wszystkie osoby płacimy około 30 dolarów. Niestety to nie wszystkie opłaty. Musimy mieć jeszcze przewodnika z bronią, który będzie strzegł nas przed dzikimi zwierzętami. Dopłacamy zatem 10 dolarów.

Po parunastu minutach drogi zjawiamy się w budynku edukacyjnym parku, gdzie dowiadujemy się, ze jedynym niebezpiecznym zwierzęciem na terenie Auasz jest lew, który znajduje się w klatce obok. Są jeszcze krokodyle, ale one raczej boja się ludzi. Oprowadzający mówił jeszcze o panterach i hienach, które tu kiedyś widywano, ale nie jest pewny czy jeszcze są na terenie parku.

Muzeum parku narodowego jest porażająco zaniedbane, stare i brudne. Jedyna wartościową rzeczą są mapy. Za część edukacyjną muzeum można tez uznać kolekcje wypchanych zwierząt. Dzięki temu mamy wyobrażenie, co kiedyś żyło na polach Auasza.  Kierowca jak zwykle nie jest skory do dalszej jazdy i zapewne chciałby już wracać do miasteczka. Niestety nie dajemy mu spokoju i chcemy by obwiózł nas po drogach parku. Park narodowy zrobił na nas niemałe wrażenie. Drogi są dobrze oznakowane i znajdują się na nich kierunkowskazy do poszczególnych atrakcji.  Dzięki temu mogliśmy domagać się od kierowcy zawiezienia nas w odpowiednie miejsca. Po drodze spotkaliśmy pasące się wtórnie zdziczałe wielbłądy jednogarbne, guźce, gazele i antylopy kudu. Tego dnia uznaliśmy, że zobaczymy wodospady na rzece Auasz. Trzeba przyznać, ze hektolitry wody spadające ze skal i wijące się między głazami robią wrażenie. Na niektórych kamieniach wypoczywały krokodyle, które pokazywał nam wynajęty strażnik. Kierowca oczywiscie cały czas siedział w samochodzie. Na drzewach wokół rzeki baraszkowały małpy i od czasu do czasu pojawiały się na suchych gałęziach spore dzioborożce. W oddali zobaczyliśmy smukłą postać ptaka drapieżnego zwanego sekretarzem wężojadem. Swoimi długimi nogami spacerował w wysokiej trawie i zapewne poszukiwał drobnej zwierzyny, którą się żywił. Uznaliśmy, ze teraz kierowca może zawieźć nas do hotelu.

Następnego dnia o godzinie 9 wyjechaliśmy do bramy parku. Nakazano nam ponownie uiścić opłatę wjazdowa i wynająć przewodnika. Odmówiliśmy okazując się wczorajszymi biletami i tłumacząc, ze ceny są bardzo wysokie. Skończyło się na drobnej łapówce. Krążyliśmy po drogach Auasz mijając pasące się oryksy, antylopy i gazele. Dojechaliśmy do gigantycznego kanionu rzeki Auasz, który bardzo dobrze widoczny jest z tarasu pobliskiej restauracji, która w zasadzie nie ma nic do zaoferowania. Obok niej znajduje się opuszczone osiedle małych domków, które kiedyś zapewne pełniły funkcje noclegowe.

Hotel w Auasz

Obiekt noclegowy w miasteczku Auasz był całkiem przyzwoity i niedrogi. Za cały pokój z łazienką płaciliśmy 25 zł. Poza tym gospodyni, mówiąca po włosku, kilkakrotnie częstowała nas kawą parzona w tradycyjny sposób. Udaliśmy się na główną ulice miasta. Mieliśmy niemały problem ze znalezieniem miejsca, gdzie moglibyśmy coś zjeść. W końcu usiedliśmy w restauracji, gdzie wszyscy zamówiliśmy pieczonego kurczaka z frytkami. Następny błąd! Nigdy nie jedzmy kurczaków w Etiopii!

Serwowany drób jest po pierwsze wiekowy, po drugie bardzo twardy, po trzecie żylasty i przyrządzony w inny niż europejski sposób. Mięso kojarzyło mi się z dawna polska wsią lat osiemdziesiątych, gdzie zabijano starego koguta ras miniaturowych. W zasadzie nadawał się tylko jako karma dla psów, ale w związku z ogólną bieda panującą w kraju starano się go upiec. Tak samo smakował drób jedzony w Etiopii. Nadmienić tez trzeba, ze zapewne jest to miejscowy rarytas, gdyż koszt takiego dania wielokrotnie przewyższał inne. Zdecydowanie lepiej zjeść baraninę czy kozinę. W barze nie było soków wiec musieliśmy zadowolić się pieczywem i frytkami. Po powrocie do hotelu okazało się, ze kierowca do dyspozycji dostał nic nie gorszy od naszego pokój w budynku obok. Namiętnie palił papierosy i zapytany czy chce poczęstować się czekoladą odmówił, z uwagi, że dziś jest środa- czyli obok piątku- dzień postny. Rzeczywiście w czekoladzie znajduje się mleko, a to prawie jak mięso. Bądź co bądź uszanowaliśmy decyzje kierowcy. Po chwili rozmowy okazało się, ze w Addis Abebie kierowca ma żonę, a dziewczynę gdzieś pod stolica. W skrócie można także napisać, ze nie odmawia tez turystkom. I chętnie poczęstował się wódką gorzką żołądkową kupiona na duty free w Warszawie. Wychodzi na to, ze zjedzenie czekolady w środę jest większym grzechem niż permanentne zdradzanie zony i picie alkoholu w dzień postny. Dobrze, ze na nas środa nie działa w taki sposób.

dr Radosław Kożuszek

Teksty oraz wszystkie zdjęcia stanowią własność intelektualną i fizyczną. Chronione są ustawą o prawach autorskich i prawach pokrewnych. Jakiekolwiek kopiowanie, powielanie w całości lub części tylko za zgodą autora. 

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.